Mój pierwszy turniej z Jasiem Blajdą.

 

Był słoneczny lipiec 2009 roku, Kongres Brydżowy w Sławie. Nastrój wakacyjny z brydżem w tle. W tamtym czasie moim partnerem był Jacek ale wpadliśmy na pomysł żeby na poranny turniej zamienić się Partnerami i tak Jacek zagrał z Markiem Jaworskim a ja miałam wystąpić w parze z arcymistrzem Jasiem Blajdą.

Dostaliśmy szczęśliwy numer 21.

 Szybkie uzgodnienie systemu licytacyjnego i sposobu wistowania i zrzutek.

Z duszą na ramieniu usiadałam do stolika i stres mnie zżerał.

Rozdanie numer 1, za przeciwników mamy parę Ryszard Zubiel – Paweł Zubiel.

No nic, turniej się zaczyna, ludzie zajmują miejsca przy stolikach, my już podnieśliśmy karty. Za mną jeszcze ktoś przechodzi, jeszcze szum na sali. Nagle dzwonek telefonu w torebce …..pewnie coś pilnego , trzeba zobaczyć kto dzwoni . Zerknęłam w karty, nic nie mam, wyciągnęłam zielony kartonik – pas.

Z rozpaczą i zdumieniem za chwilę patrzę a tu mój Partner po pasie przeciwników był na otwarciu i ……… i już otworzył… 1trefl.…  Opozycja ochoczo i z uśmiechem spasowała.

Prawie ze łzami w oczach wykładam dziadka. Jasio spojrzał a wiedząc jak stres rujnuje grę w parze zachował kamienny spokój i powiedział: „ może nie idzie 3BA” .

Już nie pamiętam czy były „pierniczki” czy protokoły dość że Jasiek po rozgrywce mówi  z uśmiechem  – Miałem rację – „3BA nie idzie, będzie  dobry zapis ale dla nas”  (po turnieju okazało się że uzyskaliśmy w tym rozdaniu 66.6%).

Wiedział jak uspokoić zdenerwowaną partnerkę. W drugim rozdaniu poszliśmy za ciosem i obłożyliśmy popartyjne 2 kier za prawie 90 %. Następne rozdania grałam bardzo skoncentrowana i w sumie nagraliśmy 4 miejsce w turnieju na 106 par.